|
Arcydramat „Emigranci” Sławomira Mrożka, wbrew tytułowi, nie zawiera wielu aluzji politycznych. Jego akcja ogranicza się do dialogu dwóch osób: intelektualisty – emigranta politycznego i gastarbeitera – emigranta zarobkowego. Choć nazwani tylko inicjałami, pozbawionymi wszelkich podtekstów: AA (Marek Kondrat) i XX (Zbigniew Zamachowski), sugerującymi brak jakiegokolwiek zindywidualizowania postaci.
Ich rozmowa toczy się w noc sylwestrową. Nowy Rok witają w suterenie wieżowca, na obrzeżach wielkiego miasta. Oczekiwania obu bohaterów wobec Zachodu są odmienne. AA szuka tu wolności duchowej, XX – materialnej. Pierwszy marzy o napisaniu książki „o człowieku w stanie czystym”, drugi – o triumfalnym powrocie do rodzinnego miasteczka. Ale marzenia to tylko forma samooszustwa. Intelektualistę czeka nędzna wegetacja, a jego towarzysz nigdy nie powróci do kraju, by żyć w dobrobycie. Kutzowska inscenizacja podkreśla również scenograficzną surowość „Emigrantów”. Proste łóżko, stół, odrapane ściany, kuchenka gazowa, żałosna atrapa zlewu... Wśród nich, przeżywający wewnętrzny dramat, bohaterowie. Erudycyjne wywody AA i „eleganckie” ciuchy XX to tylko pozory. Rzeczywistością są kłótnie o każdego papierosa, paczkę cukru czy herbaty.
|