|
Choć krzesła nadal tkwią na blatach stołów, zaś Brendan - barman, a zarazem właściciel lokalu, krząta się jeszcze z miotłą, pierwszy z gości już leje sobie piwo do kufla. Za chwilę w drzwiach staje następny. Jack i Jim to bywalcy pubu, przyjaciele Brendana i tak jak on - starzy kawalerowie. Nie mają wiele pracy w swym warsztacie samochodowym, więc godzinami przesiadują w pustawym lokalu. Wraz z Brendanem piją, snują po raz setny tyleż ambitne, co nierealne plany, świntuszą o damach, pysznią się mizernymi wygranymi na końskich wyścigach, dyskutują zawzięcie, skąd wieje wiatr: z zachodu, czy południowego-zachodu? Z utęsknieniem czekają na przyjazd niemieckich turystów, którzy ożywią na kilka tygodni senną irlandzką wioskę i zostawią trochę grosza miejscowym. A także obmawiają znajomych i wymieniają plotki. Najświeższa wywołuje poruszenie: jakaś kobieta z samego Dublina kupiła we wsi stary, niezamieszkany od dawna dom! Po co przyjechała do zabitej dechami dziury? Czego tu szuka? Czego chce?
Valerie, bo tak nazywa się przybyszka, sama odpowie na te pytania. Pojawia się w lokalu wraz z Finbarem. Ten stary, choć niezbyt lubiany - bo bywały w świecie, zamożny i żonaty - kumpel Jacka, Jima i Brendana obwozi Valerie po okolicy. Wypadało odwiedzić i pub. Nagła wizyta kobiety elektryzuje atmosferę i wyzwala silne emocje. Pękają tamy skrywanych dotąd przed innymi namiętności, marzeń, wzruszeń, wspomnień, lęków. Mężczyźni, najpierw pod maską żartu, potem już bez kamuflażu, opowiadają o najbardziej poruszających, tajemniczych i niewytłumaczalnych wydarzeniach, o ścieżce wróżek i duchach, o spacerujących po cmentarzu nieboszczykach. Ale to tylko pseudostrachy i nibyokropności. Dopiero opowieść Valerie odkrywającej przed słuchaczami powody ucieczki z miasta okaże się naprawdę wstrząsająca...
|